RSS
 

Notki z tagiem ‘tycie’

Dieta niełączenia

22 lut

Wbrew pozorom jest bardzo prosta. Stosuję ją już podświadomie, codziennie od wielu lat, mam ją już tak zaprogramowaną w umyśle, że nawet nie zwracam na nią uwagi, a przecież ma ona ogromny wpływ na sylwetkę i pora się z Wami nią podzielić.

Każdy słyszał o diecie niełączenia, ja należę do tych leniwych, „niedietowych”, więc po prostu robię tak – głównie przy obiedzie:

- jeśli jem mięso/rybę, to tylko z surówkami,

- jeśli jem ziemniaki/kluski/kaszę/chleb/ryż, to tylko z surówkami.

Koniec.

:)

Prawda, że proste? ;)

Chodzi o to, aby węglowodanów (ziemniaków, sosów z mąką, bułek, ryżu, klusek, pszenicy, cukru) nie łączyć z mięsem.

Natomiast warzywka – w surówkach i gotowane – można jeść do wszystkiego.

I to naprawdę działa. Daję gwarancję. Pod warunkiem stosowania codziennie :)

Aktualnie nie przestrzegam tej diety, bo…chcę przytyć.

 

Stres w pracy a tycie lub chudnięcie

04 maj

Cześć :)

Nie od dzisiaj wiadomo, że stres ma ogromny wpływ na organizm człowieka i trzeba się nauczyć sobie z nim radzić.

Czasami jest tak, że ktoś się bardzo stara schudnąć albo przytyć, ale stres w pracy mu nie pomaga.

Jak to działa?

Są dwa najczęstsze przypadki.

 

Jeden:

Polega na zajadaniu stresu w pracy słodyczami i niejedzeniu normalnych potraw aż do wyjścia z biura, a następnie opychaniu się olbrzymią obiadokolacją po wejściu do domu.

Dlaczego tak się dzieje?

Otóż cukier jest znanym środkiem uspokajającym. Tak, strzał węglowodanowy powoduje chwilowe odczucie skoku energii (ale chwilowe!!), a zaraz potem jest zjazd i zaczyna się chcieć spać. Więc kawa. Kawa wypłukuje m.in. magnez, więc stresu odczuwa się więcej, więc… batonik. Energia spada, więc kawa. Batonik. … Albo coca-cola. Batonik. Czy muszę pisać dalej? Każdy, kto pracował w stresie, pod presją czasu, zna ten scenariusz ;) Uwaga, bułka słodka to też sam cukier :)

BTW, Mówi się, że czekolada powoduje wydzielanie hormonów szczęścia ;) Podawałam już tutaj wiele sposobów na zastąpienie batoników i czekolady, zdrowym odpowiednikiem, zachęcam do stosowania na co dzień.

Cukier/węglowodany działają uspokajająco, dlatego m.in. chce nam się spać po sutym obiedzie z ziemniakami albo makaronem, a po słodkim deserze, nic tylko przytulić głowę do poduszki.

Ale dlaczego w stresie nie jemy normalnego śniadania, lunchu, obiadu w pracy?

Powiecie: bo nie ma czasu, bo jest tyle do zrobienia, bo żołądek się ściska.

Tak właśnie, żołądek się ściska ze stresu. Jest to zupełnie biologiczna reakcja. I teraz, w omawianym pierwszym przypadku – stresujesz się w pracy, organizm na stres reaguje tak jak na zagrożenie ze strony ryczącego głodnego lwa biegnącego w Twoją stronę ;) czyli m.in. uwalnia większą ilość glukozy do krwi oraz zwalnia proces trawienia! Po całym dniu w pracy wracasz do domu, czujesz się bezpiecznie, cały stres opada, a Ty nagle czujesz wilczy głód i wpychasz w siebie co popadnie albo jesz obiad nakładając wszystkiego na talerz w olbrzymiej ilości, bo organizm dopomina się o uzupełnienie składników odżywczych, których nie dostał przez cały dzień! I tak rośnie oponka.

Przy okazji batoników, przypomnę, że właśnie przez nie, organizm musi bronić się przed przesłodzeniem, musi wyrównać poziom glukozy we krwi dla utrzymania równowagi, więc co robi? Zamienia jej nadwyżkę w tłuszcz. Dzięki temu mechanizmowi można żyć. Ale skutki uboczne takiego nadwyrężania organizmu dobrze znacie i możecie zmierzyć w pasie.

 

Dwa:

Drugi przypadek jest taki, że stres w domu nie mija. W takim przypadku nawet będąc głodnym, człowiek nie jest w stanie jeść, więc przy utrzymującym się przez dłuższy czas tego typu stresie, po prostu chudnie. Często można to zaobserwować u ludzi, których dotknęła naprawdę poważna tragedia rodzinna. Oni nie tyją, oni chudną. To jest już inny poziom stresu, więc moi kochani, cieszcie się, że możecie tyć ;)

 

No dobrze, ale co zrobić w tym pierwszym, najczęstszym przypadku?

Co mogę doradzić, to właśnie świadomość tego, co się dzieje. Gdy jesteśmy świadomi, możemy przejąć kontrolę. Dużą pomocą jest zastąpienie węglowodanów prostych złożonymi, które dłużej się uwalniają, dostarczają energii nie w postaci „strzału” i spadku, tylko równomiernie. Czyli? Chleb jasny pszenny zastępujemy razowym żytnim itp. Resztę porad już tutaj macie na blogu :) Życzę powodzenia w zastępowaniu i pozdrawiam!

 

 

Eksperymenty z serem i szynką

04 lis

Jak wiadomo, jeśli coś polecam, to znaczy, że testowałam lub testuję to na sobie ;)

I masz ci los. Kolejny raz sprawdziło się to, co wiedziałam już od dekady, ale postanowiłam ‚zaryzykować’. Tak naprawdę miało to więcej wspólnego z czystym lenistwem niż z eksperymentem.

Po prostu na śniadanie i kolację jadłam szynkę i żółty ser. Takie kanapki, typowo polskie… Jeszcze niedawno robiło mi się na myśl o tym niedobrze, ale jak zimno za oknem i nie chce się biegać do warzywniaka ani pichcić, to tylko – ciach – plasterek szynki, plasterek żółtego sera, no i już kanapki gotowe. Fuj.

Dlaczego fuj? Bo nie musiał minąć tydzień, aby moja cera pokazała, co o tym myśli i że nie jest to nic dobrego. Wręcz katastrofa.

I dlaczego z pszennym chlebem?? Chyba oszalałam. No i tak, 2 kg więcej w 2 tygodnie :) Jak już wspominałam na tym blogu, nic tak nie tuczy jak pszenne bułki.

Co mi, właśnie mi(!) strzeliło do głowy, żeby tak beznadziejnie jeść? Lenistwo. Ale ile człowiek musi włożyć potem sił, aby naprawić, co zepsuł. To już lepiej nie psuć ;)

Każdy ma dni słabości, czy to do słodkiego, czy innego jedzenia. Lepiej sobie na to pozwolić raz na pół roku, czy raz na parę miesięcy, niż wcale, wtedy łatwiej wytrwać w tej dobrej zdrowej diecie i cieszyć się nią, swoim zdrowiem i lekkością istnienia.

 

 

idą Święta, więc jak tu nie przytyć?

22 gru

Gorący okres przedświąteczny odciągnął mnie od Internetu, ale wpadłam z małą świąteczną poradą.

Raz w roku każdy ma prawo popuścić pasa i dobrze się najeść smakowitymi potrawami przy świątecznym stole. Co zrobić, żeby nie wstać od niego z kilkoma kilogramami więcej?

 

- po każdym posiłku, albo w trakcie dłuższego posiedzenia i objadania się, wyciągnijmy rodzinę na spacer, pochodźmy sobie po okolicy, po parku, lesie, po uliczkach, poruszajmy się na dworze, porozmawiajmy idąc razem przed siebie,

- jedzmy małymi kęsami, nabieramy na widelec małe kęsy i dokładnie powoli je przeżuwamy,

- wybierajmy małe talerze z przewagą niebieskiego a nie czerwonego koloru (czerwony pobudza apetyt i pragnienie, jemy i pijemy więcej niż potrzebujemy, natomiast kolor niebieski delikatnie hamuje apetyt),

- nakładajmy sobie małe porcje na raz, róbmy dłuższe przerwy pomiędzy kolejnymi dokładkami i różnymi potrawami,

- jeżeli rodzina naciska na próbowanie wszystkiego co jest na stole, nałóżmy sobie potrawę na talerz, ale nie jedzmy od razu albo nie całość na raz, tylko po trochę, mówmy, że się delektujemy :)

- zamiast kawałka ciasta, nałóżmy sobie jeszcze sałatkę albo lepiej – zjedzmy pomarańczę i grejpfruta,

- do pieczenia ciasta użyjmy mniej cukru niż zazwyczaj, i tak będzie pyszne i słodkie, ale mniej tuczące,

- do słodzenia jakichkolwiek potraw można użyć ksylitolu lub stewii zamiast zwykłego cukru,

- do pasztecików użyjmy mąki gryczanej zamiast pszennej,

- zamiast kolejnej blachy ciasta, połóżmy na stole kosz owoców,

- zamiast bombonierki i cukierków połóżmy miseczki z orzechami np.włoskimi, nerkowcami, pestkami dyni i słonecznika,

- postarajmy się nie pić w trakcie jedzenia, tylko pół godziny przed i co najmniej pół godziny po,

- pijmy wodę z cytryną i imbirem, herbatę (zieloną, czerwoną, rooibos) z przyprawami (np. imbir, cynamon, goździk, kardamon), soki świeżo wyciskane lub 100%, byle nie słodzone,

- jedzmy jak najwięcej grejpfrutów zamiast ciasta (wspomagają odchudzanie),

- więcej pijmy niż jedzmy, dużo pijąc zahamujemy apetyt.

Przede wszystkim: jedzmy małymi kęsami, dokładnie przegryzając każdy kęs, nakładajmy małe porcje, róbmy sobie częste przerwy — wtedy zdążymy poczuć kiedy jesteśmy już syci, a nasz żołądek nie rozciągnie się do granic możliwości, tylko będzie nas trzymał w ryzach, na dodatek będziemy się czuli szczęśliwi i najedzeni.

 

Wesołych, Rodzinnych, Pogodnych Świąt!!  :)

 

 

co jeść zamiast pszenicy? zamienniki dla pszennych wyrobów i pieczywa

10 gru

Skoro już wiemy, iż od chleba, bułek i innych pszenicznych wyrobów ludzie tyją i chorują: 
http://prosto-zdrowo-i-przyjemnie.blog.pl/2013/12/08/pszenica-cichy-zabojca/
 , to co możemy zrobić, aby zadbać o zdrowie i ograniczyć ich spożywanie w miarę bezboleśnie dla naszych przyzwyczajeń i na dodatek przyjemnie?

 

Najprostsze sposoby na ograniczenie pszenicy w naszej codziennej diecie, które możemy wprowadzić już dziś:

 

1. kupując mąkę w sklepie, spójrzmy jakie inne mąki stoją obok zwykłej pszennej i kupmy na próbę mąkę razową, żytnią i gryczaną,

2. kupując chleb wybierajmy ten ciemny z ziarnami (ale bez spulchniaczy i karmelu), chleb orkiszowy, chleb żytni,

3. zamiast kupować rano bułki, do pracy zabierzmy ze sobą kilka ukrojonych w domu kromek razowego, żytniego lub orkiszowego chleba,

4. do naleśników, pasztecików i krokietów używajmy tylko mąki gryczanej (są pyszne),

5. cukier jest niewskazany, ale jeżeli już musimy, bo nie wytrzymamy, to zamiast zjadać słodką bułkę, wypijmy kakao, ewentualnie gorącą czekoladę, które zaspokoją nasz głód na słodkie i magnez (odstresowuje),

6. starajmy się unikać klusek, a zamiast nich jeść ugotowane ziemniaki, warzywa, ryż, a jeszcze lepiej: kaszę gryczaną, kaszę jaglaną (najzdrowsza), czy jęczmienną,

7. jeżeli kochamy makarony, to wybierajmy te ciemne, wyprodukowane z mąki razowej.

 

Otwórzmy się na nowe, spójrzmy na półki sklepowe świeżym okiem i wybierzmy to co dla nas najlepsze i zdrowe.

 

 

 

stop tyciu – bułkom mówimy NIE

05 gru

Zacznijmy od najprostszych spraw, a jakże ważnych.

Codziennie jemy kilogramy chleba, bułek zwykłych, słodkich bułek, w różnych postaciach i odmianach. Większość z nich wypiekana jest z mąki pszennej wysoko przetworzonej.
To jest pierwszy krok do przybierania na wadze.
Nie mówiąc o samopoczuciu i zdrowiu, o tym później.

Zrobiłam kilka razy taki eksperyment i za każdym razem efekt był taki sam – po 1-2 tygodniach objadania się bułkami na śniadanie, lunch i kolację, natychmiast waga przesuwała się w górę, a ja byłam jakby hmm spuchnięta albo po prostu…tyłam.
Tak się działo zarówno w czasie kiedy ważyłam 10 kg więcej i 10 kg mniej będąc chudziną.

Natomiast po odstawieniu KATEGORYCZNYM wszelkich bułek i bułko-podobnych chlebów, tych zwykłych i tych słodkich, przestawałam przybierać na wadze.
Po wprowadzeniu chlebów razowych, z pełnego przemiału, żytnich albo orkiszowych – zamiast bułek i chlebów pszennych albo ciemnych „pulchnych” (czytaj naszprycowanych chemią), od razu waga stawała i dochodziłam do siebie.

W skrócie: w pierwszej kolejności odstawiamy słodkie bułki, białe zwykłe bułki i wszelkie podobne wypieki pszenne, gdyż to od nich najbardziej się tyje! Od nich też psuje się zdrowie, ale o tym później.
Dotyczy to również: ciasta do pizzy, chałek, chleba tostowego, zwykłego chleba i dużych ilości makaronu.

To podstawa.

Tłuszcze i cukry przy tym to pikuś, o nich jeszcze sobie opowiemy.