RSS
 

Notki z tagiem ‘sylwetka’

Co Ty jesz – czyli poszukiwania sklepowe

30 maj

Ludzie często zadają mi pytanie: „To co Ty właściwie jesz?”, po tym jak wymienię krótką listę tego, czego zwykle nie jem.

 

Fakt, to jest ten dylemat i najtrudniejsza sprawa na samym początku drogi. Gdy decydujesz się jeść zdrowo i w zgodzie z naturą, wchodzisz do sklepu i próbujesz kupić do zjedzenia coś, co nie jest nabiałem, mięsem albo chemikaliami. Stoisz, chodzisz w kółko, rozglądasz się w obłąkaniu i dochodzisz do wniosku, że w tym sklepie nie ma do zjedzenia absolutnie nic! „To co ja teraz mam jeść?”. Nikt nie chce umrzeć z głodu tylko po to, żeby zdrowo jeść ;) nie o to chodzi!

 

Po prostu na początku można przeżyć szok, ale potem już się człowiek przyzwyczaja i pierwsze kroki w supermarkecie kieruje zawsze do półek z żywnością ekologiczną, resztę szybkim krokiem omija, a po warzywa i owoce najczęściej biegnie na targ albo do dobrego warzywniaka. Z chlebem też nie jest taka prosta sprawa, po wielu latach mogę nawet stwierdzić, że to chyba obecnie jest najtrudniejsza część całego zabiegu!

 

Prosisz o chleb żytni, dostajesz, niby wszystko się zgadza, ale gdy pytasz o jego dokładny skład, to sprzedawczyni nie wie i szuka po szafkach tej kartki z notatkami, po czym okazuje się, że to chleb pszenny z wysokiego przemiału z dodatkiem „aż” 40% żytniej mąki. Albo kupujesz chleb wieloziarnisty, niby fit, zdrowy itp., po czym okazuje się, że zawiera ulepszacze, tudzież spulchniacze, jest na bazie pszennej mąki typu 500 (mega wysoki przemiał, czyli co najgorsze), a to fit to te kilka ziarenek słonecznika i siemienia na wierzchu. Można się załamać. Poszukiwania prawdziwego chleba pełnoziarnistego (czyli nie z wysokiego przemiału, czyli o jak najwyższej liczbie podanej przy typie – najlepsza jest 2000, ale jeszcze mało realna), orkiszowego, żytniego, te poszukiwania mogą trwać i można zjeździć pół miasta, ale warto! Naprawdę warto, bo to jest chleb… jaki? Chleb powszedni! Czyli coś co jemy codziennie, z czego budujemy swoje ciało i MA to znaczenie, więc warto w siebie zainwestować.

 

POWODZENIA w poszukiwaniach, w odkrywaniu prawdy o składzie, w szybkim przyzwyczajeniu się do czytania etykiet ze zrozumieniem i silnej woli dla własnego zdrowia i sylwetki! :) Uff ;) hehe ja wiem jak jest, ale jak się chce, to DA SIĘ!!

 

 

Stres w pracy a tycie lub chudnięcie

04 maj

Cześć :)

Nie od dzisiaj wiadomo, że stres ma ogromny wpływ na organizm człowieka i trzeba się nauczyć sobie z nim radzić.

Czasami jest tak, że ktoś się bardzo stara schudnąć albo przytyć, ale stres w pracy mu nie pomaga.

Jak to działa?

Są dwa najczęstsze przypadki.

 

Jeden:

Polega na zajadaniu stresu w pracy słodyczami i niejedzeniu normalnych potraw aż do wyjścia z biura, a następnie opychaniu się olbrzymią obiadokolacją po wejściu do domu.

Dlaczego tak się dzieje?

Otóż cukier jest znanym środkiem uspokajającym. Tak, strzał węglowodanowy powoduje chwilowe odczucie skoku energii (ale chwilowe!!), a zaraz potem jest zjazd i zaczyna się chcieć spać. Więc kawa. Kawa wypłukuje m.in. magnez, więc stresu odczuwa się więcej, więc… batonik. Energia spada, więc kawa. Batonik. … Albo coca-cola. Batonik. Czy muszę pisać dalej? Każdy, kto pracował w stresie, pod presją czasu, zna ten scenariusz ;) Uwaga, bułka słodka to też sam cukier :)

BTW, Mówi się, że czekolada powoduje wydzielanie hormonów szczęścia ;) Podawałam już tutaj wiele sposobów na zastąpienie batoników i czekolady, zdrowym odpowiednikiem, zachęcam do stosowania na co dzień.

Cukier/węglowodany działają uspokajająco, dlatego m.in. chce nam się spać po sutym obiedzie z ziemniakami albo makaronem, a po słodkim deserze, nic tylko przytulić głowę do poduszki.

Ale dlaczego w stresie nie jemy normalnego śniadania, lunchu, obiadu w pracy?

Powiecie: bo nie ma czasu, bo jest tyle do zrobienia, bo żołądek się ściska.

Tak właśnie, żołądek się ściska ze stresu. Jest to zupełnie biologiczna reakcja. I teraz, w omawianym pierwszym przypadku – stresujesz się w pracy, organizm na stres reaguje tak jak na zagrożenie ze strony ryczącego głodnego lwa biegnącego w Twoją stronę ;) czyli m.in. uwalnia większą ilość glukozy do krwi oraz zwalnia proces trawienia! Po całym dniu w pracy wracasz do domu, czujesz się bezpiecznie, cały stres opada, a Ty nagle czujesz wilczy głód i wpychasz w siebie co popadnie albo jesz obiad nakładając wszystkiego na talerz w olbrzymiej ilości, bo organizm dopomina się o uzupełnienie składników odżywczych, których nie dostał przez cały dzień! I tak rośnie oponka.

Przy okazji batoników, przypomnę, że właśnie przez nie, organizm musi bronić się przed przesłodzeniem, musi wyrównać poziom glukozy we krwi dla utrzymania równowagi, więc co robi? Zamienia jej nadwyżkę w tłuszcz. Dzięki temu mechanizmowi można żyć. Ale skutki uboczne takiego nadwyrężania organizmu dobrze znacie i możecie zmierzyć w pasie.

 

Dwa:

Drugi przypadek jest taki, że stres w domu nie mija. W takim przypadku nawet będąc głodnym, człowiek nie jest w stanie jeść, więc przy utrzymującym się przez dłuższy czas tego typu stresie, po prostu chudnie. Często można to zaobserwować u ludzi, których dotknęła naprawdę poważna tragedia rodzinna. Oni nie tyją, oni chudną. To jest już inny poziom stresu, więc moi kochani, cieszcie się, że możecie tyć ;)

 

No dobrze, ale co zrobić w tym pierwszym, najczęstszym przypadku?

Co mogę doradzić, to właśnie świadomość tego, co się dzieje. Gdy jesteśmy świadomi, możemy przejąć kontrolę. Dużą pomocą jest zastąpienie węglowodanów prostych złożonymi, które dłużej się uwalniają, dostarczają energii nie w postaci „strzału” i spadku, tylko równomiernie. Czyli? Chleb jasny pszenny zastępujemy razowym żytnim itp. Resztę porad już tutaj macie na blogu :) Życzę powodzenia w zastępowaniu i pozdrawiam!

 

 

soki owocowe – czy na pewno?

06 gru

Bardzo prostym zabiegiem w celu wyeliminowania zbędnych kalorii jest picie tylko 100% soków owocowych. Zwykłe soki w kartonach, które podają nam w restauracjach czy barach i które można kupić w sklepach, często zawierają bardzo dużo cukru i wodę plus skoncentrowany sok z owoców, a nie jak nam się wydaje prawdziwy sok.

Dlatego wychodząc do lokalu na spotkanie z przyjaciółmi, zamiast zwykłego soku, zawsze zamawiajmy wodę z cytryną, albo sok świeżo wyciskany.

W skali roku jest to bardzo wielki krok do przodu – codzienny wpływ na smukłą sylwetkę gwarantowany.

W domu pijmy również soki 100% (zawsze sprawdzam skład na opakowaniu) albo zaopatrzmy się w sokowirówkę i wyciskajmy je sami ze świeżych owoców, co będzie najlepszą gwarancją jakości i zdrowia – taki też mam plan na następne miesiące – przeliczając koszt zakupu sokowirówki na wydatki na soki, taka sokowirówka zwraca się nam już w 2-3 miesiące.

Przy okazji  - uwaga na Kubusie i tym podobne „zdrowe” rewelacje, zawsze sprawdź skład, czy na pewno jest to sok owocowy, czy przetworzony z koncentratów i czy nie zawiera dodatkowych substancji słodzących i barwiących, a jeśli tak, to dla własnego zdrowia lepiej go odstaw. Dużo lepiej jest zjeść surowy owoc.

 

grejpfrut na odchudzanie, cytrusy zimą

05 gru

Mało kto wie, że grejpfrut jedzony codziennie albo kilka razy w tygodniu, znacznie wpływa na przemianę materii,a dokładnie – wspomaga zrzucanie zbędnych kilogramów i utrzymanie linii.
Należy jedynie uważać i nie łączyć grejpfruta z lekami, potrafi on hamować działanie np. antybiotyków, jeżeli ktoś już je bierze.
Poza tym z cytrusami nie przesadzamy w okresie jesienno-zimowym i wczesną wiosną, gdyż wychładzają one organizm, co w naszym klimacie może prowadzić do częstszego przeziębiania się i marznięcia.
Jednak w czasie, gdy za oknem słońce i gorące powietrze, gorąco polecam grejpfruty. Naturalne i zdrowe, a skuteczne – sprawdziłam na sobie.

 

stop tyciu – bułkom mówimy NIE

05 gru

Zacznijmy od najprostszych spraw, a jakże ważnych.

Codziennie jemy kilogramy chleba, bułek zwykłych, słodkich bułek, w różnych postaciach i odmianach. Większość z nich wypiekana jest z mąki pszennej wysoko przetworzonej.
To jest pierwszy krok do przybierania na wadze.
Nie mówiąc o samopoczuciu i zdrowiu, o tym później.

Zrobiłam kilka razy taki eksperyment i za każdym razem efekt był taki sam – po 1-2 tygodniach objadania się bułkami na śniadanie, lunch i kolację, natychmiast waga przesuwała się w górę, a ja byłam jakby hmm spuchnięta albo po prostu…tyłam.
Tak się działo zarówno w czasie kiedy ważyłam 10 kg więcej i 10 kg mniej będąc chudziną.

Natomiast po odstawieniu KATEGORYCZNYM wszelkich bułek i bułko-podobnych chlebów, tych zwykłych i tych słodkich, przestawałam przybierać na wadze.
Po wprowadzeniu chlebów razowych, z pełnego przemiału, żytnich albo orkiszowych – zamiast bułek i chlebów pszennych albo ciemnych „pulchnych” (czytaj naszprycowanych chemią), od razu waga stawała i dochodziłam do siebie.

W skrócie: w pierwszej kolejności odstawiamy słodkie bułki, białe zwykłe bułki i wszelkie podobne wypieki pszenne, gdyż to od nich najbardziej się tyje! Od nich też psuje się zdrowie, ale o tym później.
Dotyczy to również: ciasta do pizzy, chałek, chleba tostowego, zwykłego chleba i dużych ilości makaronu.

To podstawa.

Tłuszcze i cukry przy tym to pikuś, o nich jeszcze sobie opowiemy.

 

…czyli zwykła dziewczyna wciela w życie dobre rady o żywieniu i zdrowiu, tak aby się tym nie zmęczyć ;) a lepiej żyć

05 gru

Na początku chciałabym Cię gorąco przywitać na moim blogu. Pierwszym blogu od 10 lat. Dlaczego postanowiłam go założyć?

Zrobiłam to dla siebie i dla Ciebie, aby mieć miejsce, w którym mogę zgromadzić zdobytą i pogłębianą cały czas wiedzę, doświadczenie i podzielić się nimi z Tobą i z każdą osobą, dla której moje zapiski mogą przynieść korzyści.

Na początku plan był taki, aby zapisywać te tajniki zdrowego stylu życia tylko w specjalnym zeszycie schowanym na dnie szafy. Później jednak stwierdziłam, że każdy kto szuka, tak jak kiedyś ja, powinien mieć otwarty dostęp do tych informacji.

Cała filozofia tego bloga i mojego stylu życia polega na tym, aby w sposób jak najprostszy, najszybszy i najprzyjemniejszy, wprowadzać w życie dobre, drobne rady, aby ZDROWIEĆ, mieć piękną sylwetkę, bez katowania się strasznymi dietami, po prostu małymi krokami do wielkiego celu.

Wyglądam niby normalnie, wielu ludzi mówi mi, iż zazdroszczą mi wyglądu, tego że jestem szczupła, mam taką a nie inną figurę. Wtedy zawsze sobie myślę: ‚każdy jest kowalem swojego losu, kto każe objadać się codziennie pizzą?’, chociaż sama mam chwile słabości, głównie do czekolady…, albo myślę: ‚gdybyś wiedział ile się w życiu nachorowałam i ile razy szukałam pomocy na wszelkie sposoby, to byś tak nie zazdrościł…’. Całe życie walczę o dobry wygląd i o zdrowie, z różnym skutkiem, ale wiem coraz więcej i przyszedł czas na podzielenie się tą wiedzą. Codziennie dowiaduję się czegoś nowego i jeżeli sprawdzę na sobie, że działa, wtedy mogę być pewna, że to prawda.

Nie dla mnie drakońskie diety, nie dla mnie kategoryczne nakazy, zakazy, zmiany, gdyż „słomiany zapał” nie jest mi obcy i wiem, że tylko normalne, PROSTE, życiowe porady są możliwe do wprowadzenia na dłużej, bez bólu, dla zdrowia, a z przyjemnością :)

Jestem zwykłą dziewczyną, właściwie kobietą, żadnym naukowcem, lekarzem, specjalistą, a swoją wiedzę zbierałam i zbieram już od wielu lat z różnych źródeł. W celu ratowania własnego zdrowia i samopoczucia, przeczytałam wiele książek i artykułów poświęconych wpływowi odżywiania na życie, na pracę poszczególnych organów i na wygląd, radziłam się osób zajmujących się terapią naturalną, eksperymentowałam, szukałam głębiej i dalej szukam.  Jeżeli uważasz, że wiedza ta może się przydać i Tobie, stosuj ją z przyjemnością i czuj się coraz lepiej, tego Ci życzę. 

 

Jeżeli chcesz się ze mną skontaktować, masz pytania lub potrzebę indywidualnej konsultacji, pomogę z chęcią na tyle, ile mogę i ile moja aktualna wiedza pozwala. Możesz pisać na: ola . dzierzypolska @ gmail . com